7-14.09.2009, WARSZAWA
Money for Nothing - Manifest na kryzysowe czasy
Prolog w KRYZYSIE
Mamy kryzys. Kryzys wartości. Kryzys cywilizacji. Kryzys instytucji. Kryzys państwa. Kryzys pomysłów. Kryzys sztuki. Kryzys demograficzny. Kryzys służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Są kryzysy historyczne, są i obecne. Od lat w kryzysie znajduje się przyszłość. Przeżywamy kryzysy emocjonalne i rodzinne, mamy kryzysowe narzeczone oraz kryzysowych kochanków. Podejmujemy kryzysowe rozwiązania. Czytamy nudne raporty „Kryzys kultury, kultura w kryzysie”.
A teraz nadszedł KRYZYS FINANSOWY. Wielki, globalny, wszechwładny, obezwładniający, katastrofalny, zaskakujący, nieprzewidywalny KRYZYS. W ten sposób wszystkie ta malutkie kryzysy zakumulowały się w jeden, konkretny kryzys całej naszej rzeczywistości. Ponieważ jedyne, co istnieje na pewno to pieniądz, a mówiąc precyzyjnie – jego ruch. O ile nad naszym jednostkowym bytem możemy się zastanawiać, poddawać w wątpliwość własne JA albo otaczające nas COŚ, to jedynym egzystencjalnym pewnikiem jest Produkt Krajowy Brutto. PKB zresztą nie jest niczym innym – tylko sumą przepływów, transakcji i wymian. Ciągły ruch. Kupowanie, sprzedawanie, wymienianie, targowanie, pożyczanie, oddawanie, lewarowanie i granie. Jedynie to trzyma nasz świat w jako takiej kondycji. Kasa jest magicznym utrwalaczem naszej kryzysowej egzystencji. To, co zwykli ludzie jedynie przeczuwają, poeci i filozofowie wieszczą już od dawna. Jeden wielki życiowy szwindel. Rzeczywistość zniknęła. Pozostał nam jedynie pieniądz. Po tym jak rozkradziono realność, teraz pozbawia się nas ostatniego filaru bezpieczeństwa . Ruch się skończył i nastała pustka. NADSZEDŁ KRYZYS.
W poszukiwaniu korzeni kryzysu przenieśmy się do roku 1936. Jak pisał Julian Tuwim, w swoim „Balu w operze”, w trzy lata po Wielkim Kryzysie i na trzy przed Wielką Wojną:
"I poecie - za dar, za nazwisko, za czas,
I wszystkim za wszystko, z kieszeni do kas
I z kas do kieszeni, na wszystkie strony,
Rozdrobnione na grosze, spęczniałe w miliony,
Labiryntem i mrowiem, kołowrotem splątanym,
Chaosem kierunków i linii pijanych,
Buchające i schnące, znikające, rosnące
Zakrążyły diabelsko robaczywe pieniądze."
Trzask, prask, minął wiek, jak z bicza trzasł. Przenieśmy się z powrotem do roku 2008. Oddajemy głos Piotrowi Lachmannowi, poecie, menelowi i piosnkopisowi. Fragment songu napisanego specjalnie z myślą o obecnym KRYZYSIE:
"Nowa klasa
sobie
hasa
świat jest
małym
bankomatem
wielki kosmos
wciąga
nas
i banknoty
są jak nuty
muzyka sfer
gwiezdny salon gier
a niebo
to szwajcarski
ser”
Nie będziemy wdawać się w analizy porównawcze. Ironia historii jest zrozumiała sama przez się. Jak mawiał Marks – jeśli historia się powtarza, to za pierwszym razem na serio, a później już jedynie jako farsa. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że mamy do czynienia z przynajmniej trzydziestym cyklicznym kryzysem kapitalizmu. To już nawet nie jest farsa, to jest tragikomiczna epopeja ludzkości Z elementami komediowymi, połączonymi z formalnymi aspektami soap opery i burleski „z życia wyższych sfer”. Obfituje w przezabawne epizody, jak na przykład „Prezydent Francji fotografuje się z „Kapitałem” pod pachą”. Zazwyczaj jednak przeważają wątki smutne i wywołujące depresję.
W końcu mamy KRYZYS. Sprawa jest poważna. Kryzysowy kryzys wymaga kryzysowego zarządzania sztabem kryzysowym w tej kryzysowej sytuacji znajdują się wszyscy główni aktorzy obecnego kryzysu kryzys wymaga kryzysowych cięć i kryzysowych bonusów dla kryzysowej bankowości pogrążonej w kryzysie bo w kryzys wpadnie cała zagrożona kryzysem gospodarka. STOP.
Sedno sprawy – festiwal Passengers – czyli wyjaśnienie prologu
Co to ma wszystko wspólnego z trzecią edycją Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Publicznej Passengers?
Kryzys nie ominął sztuki publicznej. Nastąpiła jej inflacja, a po inflacji – dewaluacja. W sztuce jak na rynku – zły pieniądz wypiera lepszy. Festiwale sztuki publicznej pojawiają się w każdym większym mieście, artyści wciskają się we wszystkie szpary miast. Zazwyczaj na chybcika i bez szczególnego pomyślunku artyści realizują wytyczne urzędników kultury i sztuki. Po kryzysie niedoinwestowania powoli następuje kryzys nadprodukcji. Pompuje się kolejna artystyczna bańka, niebawem pęknie z hukiem i nikt już w Polsce nie będzie mógł znieść wyświechtanego sformułowania „sztuka publiczna”. Zanim to nastąpi – postanowiliśmy podzielić się naszymi doświadczeniami.
Dla festiwalu Passengers kryzys jest stanem permanentnym. Jak co roku przeżywamy całkowity kryzys budżetowy, przechodzimy przez kryzys zaangażowania i motywacji, nie omija nas też kryzys pomysłów i kryzys inspiracji.
Za półdarmowe zaangażowanie w przyszłość polskiej kultury płacimy kryzysami związków i zdrowia, kryzysem energii i chęci do życia. Jak zwykle robimy dobrą minę do złej gry i działamy, zapraszamy artystów, artyści robią sztukę, o sztuce piszemy teksty, teksty wysyłamy do mediów, media teksty kopiują albo robią z nami czy z artystami wywiady, tym samym zachęcając publiczność do oglądania sztuki, publiczność sztukę ogląda i idzie do domu. Od czasu do czasu sobie zawyjemy, albo pojeździmy tramwajem.
Wszystko to w ciągłym stresie spowodowanym niekończącym się stanem kryzysowym. Dzięki temu mamy w radzeniu sobie z kryzysem pewne doświadczenie. W geście obywatelskiej odpowiedzialności, razem z małą grupą artystów, postanowiliśmy podzielić się z szerszą publicznością naszą receptą na ów kryzys.
Jest ona prosta: MONEY FOR NOTHING. Podobnie jak bankierzy i inni specjaliści od przelewów z pustego w próżne i pełnego w pełne – my też chcemy sowitych nagród finansowych za nic.
Niech zakwitnie tysiąc kwiatów i rozpali się milion słońc – wystarczy zdemokratyzować i upowszechnić kulturę bonusu!
W naszym skromnym mniemaniu sprzątaczka czy pielęgniarka wykonują o wiele bardziej społecznie użyteczną funkcję niż prezes banku. Jej też należą się finansowe motywacje i opcje na akcje Rację miał Lech Wałęsa, kiedy obiecywał nam wszystkim sto milionów. Niech IV RP zamiast prowadzić historyczne podjazdy w końcu tę obietnicę zrealizuje. Pieniądze należą się tym samym stopniu artystom i kuratorkom, pisarkom i krytykom, bibliotekarkom i górnikom, piekarzom, sekretarkom, nauczycielkom i lekarzom. Jak do tej pory jedynie bankierom i specom od finansów udało się wprowadzić w czyn starą komunistyczną zasadę „czy się stoi czy się leży milion baksów się należy”. Nasza propozycja jest odmienna. Zamiast socjalizmu dla bogatych żądamy dobrobytu dla wszystkich .
Trzecia edycja Passengersów jest edycją potrójnie kryzysową. Wciąż jednak, wierni naszym zasadom, działamy na rzecz lepszej przyszłości i demokratycznego społeczeństwa. Kontynuujemy poetycką guerillę miejską . Podjazdową wojnę na słowa i idee z finansową oligarchią. Pojawiamy się znienacka. Działamy jednak na skalę masową. Zasięg rażenia nie jest sprecyzowany. Dotrzeć chcemy jednak do wszystkich. I w imieniu wszystkich żądamy: zamiast pracy za darmo - kasa za free!
